dr Dorota Sieroń-Galusek

Uniwersytet Śląski w Cieszynie

Obywatel Europy?

Tożsamość emigranta na przykładzie Jerzego Stempowskiego

Człowiek postanawia odmalować świat. Przez lata będzie zaludniał przestrzeń obrazami prowincji, królestw, gór, zatok (...). Na chwilę przed śmiercią odkryje, że ów cierpliwy labirynt linii jest podobizną jego własnej twarzy.
[Jorge Luis Borges, przekł. Z. Chądzyńska]

W rozważaniach nad kwestiami tożsamości w Europie w ubiegłym stuleciu pragnę przywołać osobę Jerzego Stempowskiego, dwudziestowiecznego „tułacza”, urodzonego w Krakowie, silnie związanego z rodzinnym majątkiem na Podolu. Współpracownik Jerzego Giedroycia, publikujący na łamach „Kultury”, autor licznych esejów, był emigrantem mieszkającym w Szwajcarii. Ciekawe wnioski na temat tego, co znaczy stawać się obywatelem Europy, wysnuć można z jego książki Ziemia berneńska. Sądzę, że przyjrzenie się osobowości i postawie życiowej Stempowskiego może okazać się przydatne obywatelowi „Nowej Europy” w budowaniu własnej tożsamości.

Przyjmując za Leszkiem Kołakowskim1, że historia jest warunkiem koniecznym, fundamentem autoidentyfikacji ludzi jako istot żyjących we wspólnocie, chcę zbadać stosunek jednostki do dziedzictwa. Podstawową kwestią w poszukiwaniu świadomego bycia tu i teraz jest właściwe określenie czym dla danej osoby jest przeszłość. W odpowiedzi na to pytanie może zawierać się przeciwwaga dla ciągłej zmiany miejsca, której tak silnie podlega współczesny człowiek. Doświadczenia polskiej emigracji to obszar naukowej penetracji dostarczający pewnych możliwych modeli relacji jednostka – dziedzictwo (historia, przeszłość, kultura). Bywa, że historia dominuje nad osobą, stając się balastem uniemożliwiającym otwarcie na nową rzeczywistość. Niektórzy zaś odrzucają przeszłość, co uniemożliwia im zakorzenienie się w danym miejscu. Obie postawy cechuje bierność, powodowana ciężarem historii bądź też beztroską czy bezradnością w oczekiwaniu na to, co nastąpi. Możliwa jest wszakże sytuacja, kiedy poznane dziedzictwo pozwala zaistnieć w pełni w nowym miejscu. W swoim szkicu pragnę pokazać taki właśnie przykład, analizując życie i twórczość Jerzego Stempowskiego.

Jak wyglądały jego powojenne lata? Wiódł żywot pozbawiony jakichkolwiek gwarancji na lepsze jutro: brak stałej pracy2, doskwierające uczucie niepewności – trauma wyniesiona z doświadczeń wojennych – brak własnego mieszkania3 to tylko kilka powodów niestabilności jego egzystencji. A jednak pomimo tego podejmował wysiłek zakorzenienia. Pragnął zadomowić się w miejscu, w którym przyszło mu żyć. Dał temu wyraz w Ziemi berneńskiej4, niewielkich rozmiarów książeczce – zaledwie 76 stron – napisanej „przy okazji spacerów, spotkań i skojarzeń”5. Ów esej to rodzaj lekcji odnajdywania się w przestrzeni kulturowej. Nie jest on jednak przewodnikiem, nie znajdujemy tu opisu miejscowości, jest raczej szerokim spojrzeniem, rodzajem panoramy regionu otaczającego szwajcarską stolicę. Wszystko co interesowało Stempowskiego zaczyna się już na rogatkach miasta. Podmiotem eseju jest pejzaż, ale jest nim także i sam piszący. Autora interesuje struktura krajobrazu – dziewięć rozdziałów pracy poświęcił wnikliwej interpretacji jego elementów składowych np.: drzewom, drogom, oberżom. Nie jest to wszak obraz statyczny, unieruchomiony w kadrze fotografa. Stempowski wypełnia przestrzeń jej dawnymi mieszkańcami: patrycjuszami czy wolnymi chłopami, ale też wszelkiej maści przybyszami: kupcami, podróżnikami, a nawet „najstarszymi włóczęgami świata”, Cyganami. Za każdym razem starał się widzieć ów pejzaż ich oczyma. Była to perspektywa jeźdźca, podróżującego wozem, innym razem zaś pieszego.

Otoczenie daje impuls do snucia domysłów, poszukiwania uzasadnień, odkrywania sensów. Niekwestionowaną wartością tekstu jest erudycyjność. Na przykład w opisie alei platanów Stempowski nie poprzestaje tylko na estetycznych wrażeniach, lecz precyzyjnie rejestruje cały ciąg historyczno-kulturowych skojarzeń, wywołanych tym obrazem. „Widok tych wspaniałych drzew – pisze – kieruje nasze myśli ku tradycjom klasycyzmu ściśle z nimi związanym. Platan, drzewo śródziemnomorskie dotarło na północne stoki Alp w końcu XVIII wieku wraz z nawrotem mody na starożytność klasyczną (...). Platan (...) był drzewem na wskroś akademickim. To pod platanem nauczał Sokrates. Platanowy gaj otaczający Akademię Ateńską zdobył wielką sławę już w świecie starożytnym”6.

Autor był zaprzeczeniem stereotypowego uchodźcy zamkniętego w getcie pamięci, rozpamiętującego wszystko to, co odległe, utracone. Nie pozostawał obojętny wobec otaczającej rzeczywistości. Ponad nostalgię przedkładał otwartość i zachwyt nad bogactwem kulturowym otoczenia, w którym przyszło mu żyć. Nie oznacza to jednak, że wspomnieniom z dzieciństwa pozwolił przepaść w niepamięć. Przeciwnie, publikując pod pesudonimem Hostowiec7 jednoznacznie dawał wyraz przywiązaniu do stron rodzinnych.

Stempowski traktował krajobraz jako dokument, świadectwo wielowiekowego współżycia człowieka z naturą. Potrafił wyczytać z niego jak wyglądała gospodarka regionu, czym trudnili się jego mieszkańcy, w co wierzyli. Z sieci dróg czy struktury zabudowy potrafił odtworzyć ramy określające życie w tym miejscu w dawnych wiekach. Niczym wzrok śledzący kolejne zdania tekstu, Stempowski-wędrowiec przemierzał przestrzeń, starając się dotrzeć nie tylko do miejsc rzeczywistych, ale przede wszystkim do ich sensów, znaczeń. Co sprawiło, że historia potoczyła się tak, a nie inaczej? Poszukując odpowiedzi na to pytanie autor często powracał do doświadczeń i umiejętności jakie nabył już w dzieciństwie8. Już jako chłopiec uwielbiał wędrówki. Włócząc się po okolicy, podpatrując, snuł własną opowieść o tym jak mogło wyglądać życie przed jego przyjściem na świat. Tym samym szukał w nim miejsca dla siebie, oswajał go. Tym sposobem także później, w nowym i obcym otoczeniu, potrafił odnajdywać przestrzeń dla siebie poprzez poznanie dziedzictwa miejsca. W liście do ojca, Stanisława, z 5 września 1946 roku Stempowski pisze o Szwajcarii: „Wskutek cofnięcia się tu właściwego rolnictwa i zamieniania od stu lat pól na pastwiska, ziemia zachowała tu niezliczone wspomnienia ubiegłych wieków, które – dzięki wędrówkom po Huculszczyźnie i Bałkanach – czytam prawie jak książkę. Dla innych tekst ten jest niezrozumiały z braku klucza”.

Myślę, że nie jest przesadą stwierdzenie, iż w postawie Stempowskiego dostrzec można wyłaniający się zarys nowego typu „europejskiego obywatelstwa”, którego pojawienie się uznać należy za rezultat przemian i historycznych zawirowań, jakie nastąpiły w ubiegłym stuleciu. Jego obywatelstwo kształtowało się, kiedy jako przybysz (jeżeli użyć najbardziej poprawnego politycznie sformułowania, chociaż należałoby powiedzieć emigrant), zmuszony był na nowo określić siebie w nowym kontekście. Na przebieg tego procesu wpłynęło też specyficzne doświadczenie człowieka ze Wschodu odnajdującego na Zachodzie swój drugi dom. Zbiegły się w nim w niezwykły sposób dwa modele wędrowania: wschodni i zachodni. Jako Środkowoeuropejczykowi przypadł Stempowskiemu w udziale los tułacza. W naszej części kontynentu, konieczność podróży przeważnie wiązała się z nieszczęściem, stawała się przeznaczeniem, nierzadko tragicznym, czy nawet fatum.

W Europie Środkowej „wezwanie do podróży nigdy nie oznaczało niczego dobrego” – pisał Andrzej Stasiuk w eseju Moja Europa. „Wyjeżdżało się na cudzą wojnę, uciekało przed armiami, umykało przed nędzą i wojną”9. Można przywołać jeszcze motyw Ahaswera, „Żyda Wiecznego Tułacza”, aby gamę odczuć związanych z koniecznością pozostawienia domu uzupełnić o aspekt kary, nie do końca wszakże zawinionej.

Z drugiej zaś strony na zachodzie kontynentu od połowy XIX wieku popularność zyskała figura flâneura. Narodziny flânerie wiązano z nudą, owym szczególnym stanem, który sprawia, że mieszkaniec miasta, przechadzając się bez celu, zanurza się w nicość i pustkę, jaką czuje wokół siebie i w sobie, i jaką wypełnia mnóstwem wrażeń10. Z czasem jednak dostrzeżono i inny wymiar miejskiego wędrowania dokonujące się w trakcie owej wędrówki procesy „czytania” i „pisania” przestrzeni11. Spacerowanie u Waltera Benjamina czy Franza Hessela staje się przede wszystkim sztuką czytania śladów przeszłości, wspomaganą wspomnieniami opowieści zasłyszanych w czasach dzieciństwa. To „pewien rodzaj lektury ulic”, sprawiający, że „ludzkie oblicza, okna wystawowe, tarasy kawiarń, drogi, auta, drzewa stają się głośnymi, równouprawnionymi literami, które łącznie wyłaniają słowa, zdania i strony zawsze nowej książki”12. Nie inaczej dzieje się u Stempowskiego: tułacz stopniowo przekształca się w flâneura. Nie jest to zapewne tylko powierzchowne przystosowanie się do zachodnioeuropejskiej rzeczywistości kulturowej. Bez wątpienia chodzi raczej o próbę odnalezienia się w nowej sytuacji i w nowym kontekście. Świetnie nazwał to Adam Zagajewski13: opisując swoje zmagania z rodzinną historią o wygnaniu – rodzice zmuszeni do opuszczenia Lwowa osiedlili się Gliwicach na Górnym Śląsku – przyrównał siebie do „kreatywnego księgowego”, pragnącego ze starty uczynić zysk. Także Stempowski, ów tułacz-flâneur, poznając nowy krajobraz oswaja go i zaczyna ponownie się zakorzeniać. Oczywiście trudno powiedzieć, aby znalazł w Szwajcarii swój prawdziwy dom, choćby w części podobny do tego jakim były dla niego Winikowce, Podole, Polska. Jednakże mieszkając w jednym pokoju zaoferowanym przez przyjaciół potrafił z trudem, acz konsekwentnie zbudować dla siebie „kulturowy dom” wzniesiony z idei, myśli, fragmentów krajobrazu, sztuki. Najdobitniejszym tego przykładem jest właśnie Ziemia berneńska, której wnikliwe opisy dalekie są od powierzchownych relacji podróżników. To świat oglądany od wewnątrz i, co najważniejsze, rozumiany. Pisanie i tekst stworzyły ów dom wyobrażony, a jednak trwały. Niewielka książeczka zaś stała się swoistą nową Odyseją napisaną przez dwudziestowiecznego rozbitka.

Czy potrzebę wnikania w miejsce można uznać za ważną cechę obywatela Europy? Wydaje się, że bez względu na sytuację i czas bycie w danym miejscu oznacza przede wszystkim jego poznanie. Znamienne, że swoją stałą rubrykę w „Kulturze”14 Stempowski zatytułował Notatniki niespiesznego przechodnia. Czyżby chciał zasugerować swoiste metrum, w którym realizuje się proces wtajemniczenia? Zapewne właśnie w „niespieszności” upatrywał antidotum na powierzchowność współczesnego bycia w świecie, determinowaną pędem za tym co nowe, lepsze, doskonalsze. Niespiesznie, a nawet powolnie, porusza się zatem osoba poszukująca.

Pomocą niezbędną na drodze poznania jest książka. Studiowanie zarówno ksiąg będących zapisem życia społeczności lokalnej (księgi pamiątkowe, archiwalia), jak i klasyki daje pogląd na niegdysiejszą rzeczywistość, pozwala ją zobaczyć. Ziemia berneńska nie pozostawia co do tego wątpliwości: lektura krajobrazu nie była by możliwa bez oparcia w literaturze. „Wziąłem się do trudnego tematu (...) – zwierza się autor w liście do Marii Dąbrowskiej – nagromadziłem już mnóstwo notatek z łacińskich autorów Renesansu, pozwalających odczytywać pejzaż ze starymi drzewami jak otwartą książkę(...)”15. A zatem prawdziwe bycie tu i teraz możliwe jest jedynie poprzez obcowanie z dziedzictwem, lektura zaś pomaga pełniej dostrzegać wartość tego co nas otacza.

Dla Stempowskiego zachowanie równowagi pomiędzy wiedzą teoretyczną a bezpośrednim doświadczeniem było niezwykle istotne. W eseju zatytułowanym O współczesnej formacji humanistycznej16, zastanawiając się nad wykształceniem humanistycznym, zwracał uwagę na konieczność zachowania równowagi pomiędzy czasem, jaki studiujący spędza nad uważaną lekturą w bibliotece, a wiedzą czerpaną z obcowania z ludźmi i instytucjami, czy uczestnictwa w obrzędach, obyczajach.

Można zatem powiedzieć, że w gruncie rzeczy zarówno archiwum czy biblioteka, jak i krajobraz były dla Stempowskiego równie bogatymi zbiorami znaków i wartości kulturowych. W takim samym stopniu opowiadały historię człowieka i jego cywilizacji. „Natura w stanie czystym – pisał we wprowadzeniu do eseju – istnieje w Europie jeszcze tylko w wysokich górach, wśród skał i śniegów. Poniżej tej sfery powierzchnia ziemi była wielokrotnie przekształcana ręką człowieka, zgodnie z jego gustami i potrzebami. W ten sposób krajobraz staje się częścią cywilizacji ludzkiej. Struktura ekonomiczna, idee, jak również historia społeczeństwa znajdują w nim swoje odbicie.”17

A zatem pejzaż jest fizjonomią obszaru ukształtowanego przez kulturę i cywilizację, ale i kultura może być obszarem, w obrębie którego można szukać stabilnego miejsca, zakotwiczać się, hierarchizować znaczenia i zachowania. „Szacunek dla własnej kultury – konstatuje Katarzyna Olbrycht – jej głęboka znajomość, świadomość jej wartości i słabości pozwala bez lęku zbliżać się do innych kultur, kształcić postawy wzajemnego wzbogacania się, otwarcia na nowe wartości bądź przynajmniej tolerancji. Niezbędna jest tu solidna edukacja historyczna, społeczna, kulturowa, religijna, filozoficzna. Pozwoli ona wzmocnić integrację społeczeństwa jako wspólnoty interpretacyjnej, w której znajomość wspólnych symboli i kodów zbliża ludzi, daje im poczucie przynależności do stabilnej grupy odniesienia”18.

Doświadczenie Stempowskiego potwierdza, że nawet w sytuacji głęboko przeżywanego braku ciągłości kulturowej, odbudowa związku z miejscem staje się gwarantem stabilności. Choć zdaniem Antoniego Kępińskiego, „nie ma idealnego modelu kultury (...) trudno określić, który zapewnia jednostkom lepsze warunku rozwoju”19, badacz podkreśla znaczenie „przeżywania przestrzeni życiowej” jako warunku umożliwiającego jednostce optymalny rozwój w ramach danego modelu kultury. Wyprowadza też rozróżnienie pomiędzy przestrzenią rzeczywistą i przezywaną. Pierwsza „nie zależy od aktualnych przeżyć danego człowieka – zawsze pozostaje ta sam, natomiast przestrzeń przeżywana zmienia się zależnie od charakteru jego przeżyć, a zwłaszcza od nastawienia uczuciowego do otoczenia.”20

Stempowski nie godził się pozostawać obojętnym na piękno i ład rzeczywistości, która go otaczała tylko dlatego, ze nostalgia – rzekomy patriotyczny obowiązek emigranta każe rozpamiętywać idealny krajobraz ojczyzny. Ów sprzeciw okazał się jego siłą.

Jaka była wartość „lektury krajobrazu”, której Stempowski tak chętnie się oddawał? Analizując uwagi i refleksje, którymi dzielił się w korespondencji z bliskimi przyjąć można, że momentem przełomowym, który zadecydował o powstaniu książki, był odczyt Stempowskiego w jednym w berneńskich towarzystw21. Wówczas to okazało się, że czynione na własny użytek notatki wzbudzają zaciekawienie innych. Obserwacje przybysza okazały się cenne także dla rodowitych mieszkańców miasta. Jak się wydaje, właśnie wtedy Stempowski odkrył, że wszystko, co pisał dla siebie, zyskało swe prawdziwe bogactwo w konfrontacji ze wspólnotą, której dotyczyło. W takim właśnie działaniu, zorientowanym na interakcję, Chantal Millon-Delson upatruje istoty obywatelstwa22. Żaden abstrakcyjny porządek prawny czy instytucjonalny ani też żadne z uregulowań ułatwiających np. osiedlenie się czy podejmowanie pracy w dowolnym miejscu kontynentu nie czynią nas automatycznie jego obywatelami. Obywatelstwo jest wartością, którą należy w sobie wypracować, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Stempowski, odkrywając zarówno dla siebie, jak i dla innych tajemnice ziemi berneńskiej. „Społeczeństwo obywatelskie uważano zawsze za osiągnięcie ludzkości – pisze Jerzy Szacki – za coś, do czego się aspiruje i co się zdobywa, a nie coś zastanego czy danego”23.

1L. Kołakowski, Czy „człowiek historyczny” umarł i czy powinniśmy jego zgon opłakiwać? [w:] Moje słuszne poglądy na wszystko, Kraków 1999, s. 100.

2Od 1947 jest stałym współpracownikiem „Kultury”, sporadycznie publikuje też w londyńskich „Wiadomościach”, w latach 1961–1968 pisuje dla Radia Wolna Europa felietony o książkach wydanych w kraju, w 1959 roku przetłumaczył Doktora Żiwago Borysa Pasternaka.

3 Od 1952 roku mieszkał z zaprzyjaźnionym małżeństwem Dieneke i Henrim Tzautami, którzy opiekowali się nim do końca życia

4La Terre bernoise ukazała się w Genewie w 1954 roku; wyróżniono ją berneńską nagrodą kantonalną. Ziemia berneńska w przekładzie A. S. Kowalczyka została wydana w Warszawie w 1990 roku.

5 „Niniejsze zapiski powstały przy okazji spacerów, spotkań i skojarzeń” – Jerzy Stempowski, Ziemia berneńska, Warszawa 1990 str.9.

6ibidem str.10 – 11.

7Jerzy Stempowski ogłaszał teksty pod pseudonimem Paweł Hostowiec; „Hostowiec” – góra i potok w Karpatach Wschodnich w dorzeczu Czeremoszu.

8Zob. W dolinie Dniestru [w:] J. Stempowski, Eseje, Kraków 1984, s.15–33.

9A. Stasiuk, Moja Europa, Wołowiec 2000, s. 101.

10A. Zeidler-Janiszewska, Dryfujący flâneur, czyli o sytuacjonistycznym doświadczeniu miejskiej przestrzeni [w:] E. Rewers (red.), Przestrzeń, filozofia i architektura, Studia kulturoznawcze t.12, Poznań 1999, s. 124.

11Najpełniejszy kształt takiemu rozumieniu flânerie nadał Walter Benjamin. Zob. W. Benjamin, Pasaże, Kraków 2005.

12A. Zeidler-Janiszewska, op. cit., s. 125.

13Zob. A. Zagajewski, Dwa miasta. Kraków 1991, a także wypowiedź udzielona Hannie Marii Gizie podczas spotkania pt. O poszukiwaniu kresów (nagranie z archiwum Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, 2006).

14od 1954r. tak ją tytułował

15za: A. S. Kowalczyk, O Ziemi berneńskiej. [w:] J. Stempowski, Ziemia berneńska, Warszawa 1990, s.78.

16J. Stempowski, O współczesnej formacji humanistyczne [w:] Eseje, Kraków1984, s.155–171.

pisze: „Poważniejsze wykształcenie humanistyczne ma w sobie zawsze coś z kurzu bibliotek i coś z szlafroka. Książka jest przedmiotem bardzo użytecznym, niezbędnym nawet dla humanisty. Czy jednak ławka szkolna i klauzura jest najlepszą drogą poznania człowieka, instytucji które sobie nadał, tradycji i obyczajów od których nie potrafi odstąpić, a wreszcie jego różnorodności, obejmującej zarazem Prospera, Ariela i Kalibana? Czy nie lepszą drogą byłoby szukanie przez młodzież bezpośredniego kontaktu z ludźmi żyjącymi i ich instytucjami? Pisząc te słowa, chciałbym na chwilę pogrążyć się w marzeniu o eksperymentalnym wykształceniu społecznym”.

17 Ziemia berneńska, str.7

18K. Olbrycht, Edukacja kulturalna – pytania o cel w świetle wielości podmiotów. [w:] Edukacja kulturalna dzieci i młodzieży, red. naukowa B. Idzikowski, E. Narkiewicz-Niedbalec, Zielona Góra 2000, s.27.

19Antoni Kępiński, Melancholia, Warszawa 1996, s.95.

20ibidem s.93.

21W przywołanym już liście do ojca Stempowski pisze: „Po trosze więc żegnam się ze Szwajcarią, chciałbym tu na pamiątkę 6-letniego pobytu w Muri napisać coś o Szwajcarii nieznanej, tj. o wsi tutejszej. W zeszłym roku miałem o tym odczyt w jednym berneńskim towarzystwie, który się bardzo podobał (...).

22„Tylko dzięki swemu dziełu możne on (ja: działający) stać się tym, kim jest, zrealizować swoje możliwości, zapanować nad swym losem. To nie cel działania stwarza działającego i jego wielkość, a samo działanie. Czy działa on w swoim interesie, czy interesie ogółu, zawsze trwa w swym projekcie, za pomocą którego kształtuje świat, odciska na nim swe piętno (..)” – Ch. Millon-Delsol, Zasada pomocniczości, Kraków 1995, s.58.

23 J. Szacki, Wstęp. Powrót idei społeczeństwa obywatelskiego. [w:] Ani książę, ani obywatel wybór tekstów wstęp J. Szacki, Kraków/Warszawa 1997, s.13.